Kolejny blog o grach

Luty 9th, 2010

Tak, to jest Ganeś. – A potem zamilkł i stał zupełnie nieruchomo Wciąż na mnie patrzył, jakby mierzył mnie wzrokiem. Nie był nieprzyjazny ani przerażony, po prostu mnie oceniał. Po chwili się chyba zadowolił, bo przestał się mną interesować, a zajął się swoim nosem. Strzepnął palcami zielony gruzełek, rozejrzał się po baraku i zaczął grzebać w przyniesionym stosie papierów. Mathu, ty sukinsynu – zacząłem. – Gdzieś ty był? Co się z tobą działo? – W tamtych czasach, dawno temu, złościł mnie, ale teraz wzbudził moją sympatię, zaskoczenie i zainteresowanie. Wstałem i klepnąłem go w plecy, ale tylko raz, bo poczułem, że jego łopatka wbija mi się w rękę. Był wygłodzony i cały drżał. – Mathu, chciałbyś coś zjeść? Daliśmy mu więc jedzenie. Skulił się nad bakri i czosnkowym ćatni i jadł. Papiery wcisnął starannie pod prawe udo. Zawołałem strażnika i wypytałem go o Mathu. Gdy przyszedłem tu do pracy, on już tu był, bhai – powiedział strażnik. – Czyli prawie pięć lat. Wiem też, że był tu jeszcze trochę wcześniej, a przywieziono go tu z więzienia przy Arthur Road, gdzie spędził przynajmniej rok. Jego rodzina twierdzi, że jest niezdolny psychicznie do uczestniczenia w procesie, bhai. Mają jakiegoś swojego lekarza, który im to napisał. I dlatego przewożą go z więzienia do więzienia. Mogli w ten sposób unikać rozprawy i trzymać Mathu w więzieniu dłużej, niżby musiał odsiedzieć, gdyby został skazany za morderstwo. Sukinsyny.

Luty 9th, 2010

Musiało minąć jakieś dziesięć minut, ponieważ trzeba było poinformować różnych strażników, co mają zrobić. Ale chwilę później już tu był. Poznałem go od razu, przez te całe setki stojących między nami ludzi, kiedy tylko wszedł przez drzwi na drugim końcu baraku. Był zgarbiony i jeszcze chudszy niż przedtem, ale to był on, Mathu. Tak, ten sam Mathu, mój kumpel z tamtego trawlera sprzed laty, ten, który wraz ze mną odbył tę podróż przez morza, żeby przywieźć złoto, który tak samo jak ja odpowiadał za zlikwidowanie Salima Kaki. Podszedł do mnie powoli, pod eskortą dwóch moich ludzi, zerkając na mnie spod postrzępionych brwi. Miał kilkudniowy zarost, a po jego dawnym, zadbanym wyglądzie nie pozostał żaden ślad. Rozpoznałem ten jego nos jak u gryzonia, teraz już bez talku, i włosy a la Dew Anand, zaczesane do góry i ułożone w falę. Włosy były zupełnie bieluteńkie. Jego nagie kolana i kostki pokrywała skorupa brudu, a kiedy się zbliżył, musiałem znieczulić się na jego smród starości, potu i smutku.

Luty 9th, 2010

Miałem jeszcze dwa inne telefony do prowadzenia interesów. Wiedziałem, że moi wrogowie nie mieli zamiaru zabić mojej rodziny, ale i tak bałem się o Dźodźo. Powiedziałem jej, że musimy jeszcze bardziej ukryć przed światem nasze kontakty, że zaszkodziłoby to jej wizerunkowi w przemyśle medialnym, gdyby wyszło na jaw, że jesteśmy przyjaciółmi. Zrozumiała to i stała się jeszcze bardziej dyskretna. Rozmawialiśmy późno w nocy, tylko przez te specjalne telefony.

Read the rest of this entry »

Luty 9th, 2010

Rzeczywiście, jednego dorwaliśmy, leżał przy głównej bramie, z nogą podkurczoną pod siebie. Wewnątrz domu, w korytarzu przy wejściu, na sufitach widać było krew, a na ścianach fragmenty tkanki. Dipu leżał martwy, Kataruka też.

Tego dnia w moim domu zginęło siedemnastu mężczyzn, cztery kobiety i jedno dziecko. Ale w tym momencie nie znaliśmy jeszcze tej liczby, widzieliśmy tylko stos ciał. Dopiero kiedy zaczęliśmy ich odwracać i wynosić, dopiero wtedy znaleźliśmy Subhadrę i Abhiego na końcu korytarza, w kuchni, zwiniętych pod przykryciem jej błękitnego sari. Oboje zginęli od tej samej kuli z kałasznikowa, kuli, która przeszła przez futrynę, a potem przez nich. Nie żyli. Moja żona nie żyła. Mój syn nie żył. Read the rest of this entry »