Kolejny blog o grach

Luty 9th, 2010

Po tych moich kłopotach z siostrą. Dowiedziałam się dopiero rok po jej śmierci.

W rzeczywistości kłopot dotyczył męża siostry, ale nie zwróciłem jej na to uwagi. Kiedy kobiety opowiadają o swoich kłopotach, najlepiej jest na pewne rzeczy nie zwracać zbytniej uwagi. Przynajmniej tego nauczyłem się z długich rozmów z Dźodźo, mistrzynią wśród kobiet. Jeśli zaczynasz dyskutować, zazwyczaj prowadzi to do ostrej sprzeczki, po której następuje cisza. A ja chciałem, żeby Dźodźo mówiła, potrzebowałem jej słów. Późną nocą ona ratowała mnie tym, że do mnie mówiła.

Zawsze rano czytałem gazety. Najpierw gazety w języku marathi, potem w hindi, a na końcu czytałem gazety po angielsku. Po angielsku wciąż czytałem powoli i kulawo, często przerywając i pytając chłopaków o znaczenie różnych słów i konstrukcję zdań. Miałem słownik angielsko-marathi, ale i tak szło mi jak po grudzie, a pod koniec zawsze byłem zirytowany. Firma Gaitondego próbuje podnieść się po ciosie głosił tytuł w „Times of India”, a kiedy kończyłem ten artykuł, chciałem zamordować tego ich „specjalnego korespondenta”. I nie chodziło tylko o pojawiające się w co drugim zdaniu błędy ani o tę niedbałość w przekazywaniu informacji, ale o ton, o to szydercze sugerowanie, że autor artykułu wie wszystko, nawet to, co się dzieje w głowie Gaitondego. „Gaitonde opłakuje żonę i liże rany w więzieniu, a tymczasem Sulejman Isa umacnia swoją pozycję”. Te anglowale zawsze patrzyli na wszystko z góry, jakby żyli w jakimś innym świecie, gdzieś daleko od mojego baraku, moich ulic, mojego domu. Kiedy się wściekałem, moi ludzie uśmiechali się i mówili: bhai, jeśli cię to denerwuje, to po co czytasz te bzdury?

Nie powiedziałem im tego, ale czytając te bzdury, czułem, że żyję. W tym opisanym w gazetach, uchwyconym gdzieś między kolumnami farby drukarskiej Gaitondem, była jakaś witalność, której brakowało w moich wnętrznościach. On był srogi, pewny siebie, zraniony, ale bezwzględny, i w tajemnicy obmyślał swój powrót. Napawał mnie dumą, kiedy na niego patrzyłem. Oto prawdziwy mężczyzna. Dlatego też nie zabiłem żadnego z reporterów, udzielałem im natomiast wywiadów. Posyłałem im butelki whisky i schlebiałem, snując zwierzenia. Wszyscy pragnęli poznać historię mojego życia, więc opowiadałem im różne historyjki. Drukowali wszystko, jak leci. Nasze dochody rosły i coraz więcej ludzi chciało się do nas przyłączyć.

To właśnie w tym okresie, kiedy zyskiwałem ogólnoindyjskią sławę, przyszedł do mnie jeden z klawiszy.

  • admin (8)
  • Leave a Reply